14 stycznia 1993 roku, na wzburzonych wodach Bałtyku, prom „Jan Heweliusz” odbywał swój ostatni rejs. Sztorm, awarie i fatalny stan techniczny sprawiły, że jednostka przewróciła się do góry dnem, pochłaniając życie 55 osób. Przeżyło tylko 9 członków załogi – wszyscy pasażerowie zginęli. „Gdybym 5 minut później wyszedł z kabiny, nie byłoby mnie już wśród żywych” – wspominał po latach Edward Kurpiel, jeden z ocalałych. Dziś, po 33 latach od tej tragedii, pytania o przyczyny i odpowiedzialność wciąż powracają, a pamięć o ofiarach nie gaśnie.
14 stycznia 1993 roku, na wzburzonych wodach Bałtyku, prom „Jan Heweliusz” odbywał swój ostatni rejs. Sztorm, awarie i fatalny stan techniczny sprawiły, że jednostka przewróciła się do góry dnem, pochłaniając życie 55 osób. Przeżyło tylko 9 członków załogi – wszyscy pasażerowie zginęli. „Gdybym 5 minut później wyszedł z kabiny, nie byłoby mnie już wśród żywych” – wspominał po latach Edward Kurpiel, jeden z ocalałych. Dziś, po 33 latach od tej tragedii, pytania o przyczyny i odpowiedzialność wciąż powracają, a pamięć o ofiarach nie gaśnie.